Ten nakaz Jezusa jest przynagleniem
aby nie ograniczać się do poznania Jego samego w indywidualny sposób ale by iść
i głosić. Jest zachętą aby Jezusa nie zatrzymywać dla siebie tylko starać się aby On został poznany przez tych którzy Go nie znają.
Czasem to głoszenie przybiera formę
ewangelizacji tak jak to się dzieje w wielu miastach w Polsce gdzie młodzi
ludzie zbierają się i ewangelizują na różne sposoby: poprzez nauczanie,
zwykłą rozmowę, modlitwę czy też śpiew. Tak po prostu, w sposób spontaniczny,
bez wstydu że będą wytykać palcami że wyśmieją albo będą krytykować czy
atakować werbalnie.
Jest też inna forma ewangelizacji.
Nie jest ona jakby się niektórym wydawało domeną duchownych czy też sióstr
zakonnych. Nakaz Jezusa aby iść i głosić Jego naukę wypełniają także osoby
świeckie.
Zajęcie to jest fascynujące,
pociągające i piękne.
Bywa też trudne, okupione ciężką pracą i brakiem
zrozumienia; czasem niebezpieczne i obarczone ryzykiem utraty życia. Bo jak
mówiła Matka Teresa z Kalkuty: ,, Ludzie w
gruncie rzeczy potrzebują twojej pomocy, mogą cię jednak zaatakować gdy im
pomagasz – pomagaj mimo wszystko”
Te ostatnie stały się też udziałem
śp. Heleny Kmieć. Młoda 26-letnia dziewczyna która jeszcze pół roku temu była
na Światowych Dniach Młodzieży bardzo głęboko wzięła sobie do serca słowa
papieża Franciszka o ,,wstaniu z kanapy” bo jak mówił Ojciec Święty w
przemówieniu na Campus Misericordiae w trakcie czuwania: ,, nie przyszliśmy na świat, aby «wegetować», aby wygodnie
spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi; przeciwnie,
przyszliśmy z innego powodu, aby zostawić ślad”.
,,Kto straci swoje życie z mego powodu, ten je zachowa” i nie
chodzi tu tylko o obawę utraty życia która w danej sytuacji jest zrozumiała bo
może nas ktoś po prostu zabić ale o to że mamy iść do ludzi także tam gdzie nas
może nie chcą, gdzie jest niebezpiecznie, występują może choroby zakaźne. Wyruszenie aby głosić Ewangelię czynem nie tylko słowem to Franciszkowe ,,wstanie z kanapy", to spojrzenie dalej niż na swoje podwórko.
Wyjazd na misje jest pójściem w górę, na wyższy poziom. Tego radykalizmu niektórzy nie rozumieją. Ktoś powie: ,,po co tam jedziesz", ,,tam jest niebezpiecznie, nie warto". Właśnie dlatego że jest niebezpiecznie żyją tam ludzie nie znający Pana. Miłość do drugiego człowieka sprawia że młoda osoba jedzie w miejsce do którego inny w życiu nie pojedzie. Za taką Miłość Pan nagradza w sposób który nie jesteśmy w stanie sobie nawet wyobrazić. Jak piękna to nagroda przekonamy się po drugiej stronie, w Domu Ojca.
Helena Kmieć jest tą ,,dzielną kobietą" która nie bała się niebezpieczeństw, tego że coś może się stać w kraju który jest niebezpieczny. Niech świadczenie o Jezusie będzie także naszym udziałem w zwykłej codzienności. Nie musimy jechać na misje aby głosić tego który oddał za nas życie. Przyznanie się do niego, przeżegnanie się w miejscu publicznym w momencie mijania kościoła, przeżegnanie się przed posiłkiem, różaniec odmawiany w autobusie. Takiego radykalizmu i odwagi życzę sobie i każdemu.